Podróż sentymentalna

Idąc dziś rano na spacer z moją rudą blondynką jak zwykle szukałam inspiracji do kolejnego wpisu. Wystarczyło się jednak rozejrzeć, pozdrowić sąsiadów wyjeżdżających do pracy i temat sam wjechał jak na tacy – podróż sentymentalna.

Wróciłam po latach do rodzinnego domu w Konstancinie, gdzie moja rodzina osiedliła się w latach 70tych. Muszę przyznać, że decyzja o powrocie nie była dla mnie prosta, bo czułam się jakbym poniosła klęskę w dorosłym życiu. Jakbym poddała się w walce o swój byt, o swoją niezależność, a ja raczej jestem z tych walecznych 💪

Wiele lat po rozwodzie, po zakupie i sprzedaży mieszkania pod Warszawą, latach dowożenia córki do kolejnych szkół, przeniosłam się znowu do stolicy. Razem z córką wynajmowałam najpierw szeregowiec, później mieszkanie.

Stworzone przeze mnie w 2012 roku projekty dla profesjonalistów z branży fitness dobrze sobie radziły. Nauczyłam się robić wiele rzeczy sama. Nie tylko redagowałam dwa magazyny, które wydawałam 6 razy w roku, ale też pisałam do nich, sprzedawałam reklamy, prowadziłam media społecznościowe, a także stronę internetową. Robiłam raz w roku konferencję dla ponad 300 osób i konwencję dla trenerów personalnych.

Trochę człowiek orkiestra, chociaż ja wolę „kobieta pracująca, która żadnej pracy się nie boi” 😉

Pandemia niestety dała popalić branży, dla której pracowałam, a tym samym i mnie. Przeniosłam się wtedy na „stare śmieci”, a moja córka w wieku 25 lat wyfrunęła z gniazda na swoje. To była duża zmiana dla nas obu.

To wszystko działo się po moich 50tych urodzinach. Wtedy też miało wystartować jestem50plus, ale nie miałam wtedy w sobie tyle siły i motywacji, co teraz. Poza tym wciąż żyłam branżą fitness.

Kiedy poukładałam sobie temat powrotu do rodzinnego domu w głowie, zabrałam się za jego stylistyczne odświeżanie. Te domowe rewolucje były moją terapią. Zmiana kolorów, tkanin, mebli pozwoliła mi poczuć się lepiej w tym nowym starym miejscu. Przestałam dzięki tym zabiegom postrzegać tę zmianę jako porażkę.

Podróż do czasów dzieciństwa

Rozgadałam się, a chciałam wam tylko napisać, że wracając tu odbyłam podroż sentymentalną do czasów mojego dzieciństwa.

Mieszkam obok koleżanki, z którą bawiłam się jako dziecko. Nie muszę opowiadać jej swojego życia, bo zna mnie od najmłodszych lat. To takie wspaniałe uczucie. Na spacery z psem zdarza mi się chodzić z mamą innej koleżanki. Z domu naprzeciwko uśmiecha się sąsiad, z którym chodziłam do szkoły. I mogłabym tak wymieniać jeszcze długo. Chodzi o to, że moje życie zatoczyło krąg i sprawiło, że znalazłam się w otoczeniu, w którym czułam się dobrze jako dziecko.

Nie wiem, czy tu zostanę na zawsze. Od czasu do czasu pojawia się wielka ochota na zmianę. Ale póki co korzystam z energii tego miejsca i tych ludzi.

Pozdrawiam z balkonu moich dziadków. Balkonu, na który wspinałam się po kromkę świeżego chleba z masłem i pomidorem.

Przeczytaj też Kobiety się boją