Od dziecka kocham samochody i zupełnie nie rozumiem, dlaczego tak długo nie napisałam wam o tym, bo mogę o nich gadać godzinami.
Od kiedy pamiętam wolałam te większe. Pamiętam, jak mój tata sprzedał Opla Record i przyjechał do domu Maluchem. Popłakałam się i odmówiłam wejścia do nowego auta. „Babciu, przecież ten samochodzik jest za mały. Nie zmieszczę się” – rzekłam do babci…
Trudne początki
Prawo jazdy zrobiłam zaraz po maturze na wakacyjnym kursie w Augustowie. Nauki pobierałam w Polonezie u instruktora, który wcześniej jeździł karetką pogotowia. Lubił mnie, ale któregoś dnia powiedział: „Kobieto, naciśnij ten pedał gazu. Przecież wleczemy się 30 km/h”. Na szczęście miałam szansę poprawić swój image w warsztacie, gdzie Polonez spędzał bardzo dużo czasu. Uwielbiałam diagnostykę awarii także z perspektywy kanału i już wtedy wsłuchiwałam się w pracę silnika jak w najpiękniejszą melodię.
To zresztą pozostało mi do dziś. Uwielbiam diesle. Nic tak cudownie nie cykało jak silnik mojego niestety już zezłomowanego Mitsubishi Pajero ![]()
Poza tym słyszę, kiedy rozrząd ma ochotę odmówić współpracy, kiedy trzeba wymienić klocki hamulcowe (ale to podstawa) i inne takie dźwięki sygnalizujące problemy.
Żałuję, że oprócz: rzucenia się pod samochód w celu namierzenia ewentualnych wycieków, sprawdzenia poziomu płynów, uzupełnienia płynów, wymiany żarówki (ale to w starszych modelach, bo w nowych trzeba wymienić od razu pół samochodu
), podładowania akumulatora oraz napompowania opon, nie umiem zrobić niczego przy samochodzie. Za to mechanicy niezbyt mnie lubią, bo za dużo słyszę ![]()
Motoryzacja, zwłaszcza ta, która odchodzi, czyli na ramie, z odpowiednim prześwitem i napędem 4×4, jest moją pasją. Kolejną. Obok robienia dekoracji i aranżacji przestrzeni, o czym już wielokrotnie opowiadałam.
Pasje powodują, że jestem50plus i ROZKWITAM, a nie przekwitam, jakby chciał świat pełen stereotypów.
Przeczytaj też Niedzielne rytuały






